„Może twoja siostra” – powiedziałem, przesuwając je lekko w lewo.
On się śmiał, a ja także pozwoliłam sobie na śmiech.
To był nasz rytm.
Denerwowałem się.
Zmiękczył mnie.
Bliźniacy stworzyli chaos.
Tego ranka kroiłam cytryny, gdy do kuchni weszła Elaine, wyglądając na wyjątkowo zdenerwowaną.
Odłożyłem nóż.
„Wszystko w porządku?”
Spojrzała w stronę korytarza.
„Muszę was o coś zapytać, zanim wszyscy przyjdą.”
To sprawiło, że wyprostowałam się. Elaine zazwyczaj nie skradała się ani nie szeptała.
Ale tego ranka jej ręce się trzęsły.
„Gaio” – powiedziała, wyciągając z torebki mały, biały, satynowy woreczek – „czy mogę ci to powierzyć?”
“Oczywiście.”
„Otwórz.”
Rozluźniłem sznurek i włożyłem sakiewkę do dłoni.
Perły.
Pełny pas, lekki i ciężki, ze srebrnym zapięciem w kształcie małego kwiatka.
Rozpoznałem ich od razu, oglądając czarno-białe zdjęcie wiszące na korytarzu mieszkania George’a i Elaine.
Wciągnąłem głęboko powietrze.
„Elaine. Nie.”
Jej oczy napełniły się łzami.
“Tak.”
„Nie mogę tego znieść. Ledwo czuję się komfortowo, dotykając ich bez rękawiczek.”
„To nie są eksponaty muzealne, kochanie. Były stworzone do noszenia.”
„Elaine…”
„Przez ciebie.”
Jej uśmiech drżał.
„Chcę ci je wręczyć dziś wieczorem podczas toastu.”
Ścisnęło mnie w gardle.
„Melissa będzie tego nienawidzić.”
Wyraz twarzy Elaine uległ zmianie.
„Melissa nienawidzi wszystkiego, co nie stawia jej w centrum uwagi” – powiedziała cicho. „A ja spędziłam zbyt wiele lat udając, że tego nie widzę”.
„Ona jest twoją córką.”
„A wy jesteście moją rodziną.”
Spojrzałem jeszcze raz na perły.
To słowo nadal miało nade mną władzę.
Rodzina.
„Elaine, nie chcę, żeby ktokolwiek myślał, że biorę coś, co do mnie nie należy”.
„Krew tworzy rodzinę” – powiedziała. „Miłość tworzy rodzinę”.
Szybko mrugnęłam.
Ścisnęła moją dłoń.
„Ukryjcie je w bezpiecznym miejscu do zachodu słońca. Chcę to zrobić porządnie”.
„Sypialnia?”
„Za dużo ludzi tam wrzuca torby. Może do szafki w garażu? Do tej wysokiej, obok dodatkowych krzeseł?”
Skinąłem głową.
„Zamknę ich.”
Wtedy Elaine wzięła mnie za nadgarstek i uważnie mi się przyjrzała.
„A Gaja?”
“Tak?”
„Nie pozwól, aby ktokolwiek sprawił, że zapomnisz o tym, co dałeś tej rodzinie”.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, zatrzasnęły się drzwi samochodu.
Spojrzałem przez okno i zmarszczyłem brwi.
Melisa.
Trzy godziny wcześniej.
Jej mąż Ryan wysiadł za nią, niosąc pudełko z ciastem i worek lodu. Wyglądał na wyczerpanego, jakby przez całą drogę słuchał tej samej skargi.
Melissa pomachała do mnie przez szybę.
Szeroki uśmiech.
Żółte obcasy.
Spódnica w kwiaty.
Melissa traktowała mój dom jak sklep i miała bardzo luźną politykę zwrotów.
Pewnego razu wzięła moją granatową sukienkę z szafy i założyła ją na kolację.
„Chciałam tylko ładnie wyglądać dla Ryana” – powiedziała. „Nie rób tego dziwacznego”.
Innym razem moja bransoletka zniknęła i pojawiła się na jej nadgarstku podczas urodzinowego lunchu Elaine.
Twierdziła, że znalazła go w pobliżu gościnnej łazienki.
William z nią rozmawiał.
Ona płakała.
W końcu w końcu przeprosiłem.
To był talent Melissy.
Mogłaby ukraść ci buty i sprawić, że poczujesz się winny, że musisz chodzić.
CZĘŚĆ 2
Wsunęłam perłowy naszyjnik z powrotem do woreczka i pobiegłam do garażu, zanim Melissa zdążyła dotrzeć na werandę.
Otworzyłem wysoką szafkę i schowałem saszetkę za zapasowymi głowicami zraszaczy. Zamek zaskoczył, gdy przekręciłem klucz, chociaż stary zatrzask był luźny od miesięcy.
Mimo wszystko pociągnąłem.
Utrzymało się.
Przynajmniej tak mi się wydawało.
Kiedy się odwróciłem, Melissa stała przy wjeździe do garażu.
„O rany” – powiedziałem, przyciskając dłoń do piersi. „Ależ mnie wystraszyłeś”.
„Przepraszam!” – zaćwierkała. „Przyszłam pomóc idealnej gospodyni”.
Za nią pojawił się Ryan.
„Ona mówi cześć.”
Melissa rzuciła mu ostre spojrzenie.
Wsunąłem klucze do kieszeni.
„Jesteś wcześnie.”
„Wiem. Czy to nie miłe?” Jej wzrok powędrował po półkach za mną. „Potrzebujesz krzeseł? Lodu? Obrusów?”
„Wszystko w porządku.”
„Środek na owady?”
„Na tarasie.”
Jej uśmiech stał się szerszy.
Ryan odchrząknął.
„Mel, powiedziała, że jest dobra.”
Prawie się roześmiałam, ale Melissa odwróciła się do mnie.
„Gaia wie, że mam dobre intencje”. Przechyliła głowę. „A ty nie?”
I tak to się stało.
Haczyk ukryty pod cukrem.
Uśmiechnąłem się w sposób, w jaki uśmiechałem się, gdy odmawiałem wszczynania walki.
„Chodź” – powiedziałem. „Możesz pomóc Elaine z deserem. Ona piecze ciasto od podstaw”.
Przez następną godzinę Melissa okazywała dobroć, jakby brała udział w przesłuchaniu do świętości.
Wyniosła serwetki na zewnątrz, wróciła po kubki, których nie potrzebowaliśmy i dwa razy pochwaliła moją lemoniadę.
William pochylił się bliżej, podczas gdy ja układałam kukurydzę na talerzu.
„Czy tylko ja mam takie wrażenie, czy Melissa po prostu chce być miła?”
„To nie tylko ty.”