Moje usta się poruszały, ale język był ciężki.
Daniel wstał, zirytowany, a nie przestraszony. „Nic jej nie jest. Ona to robi”.
Umundurowany mężczyzna spojrzał ostro w górę. „Jestem pułkownik Aaron Carter, Korpus Medyczny Armii Stanów Zjednoczonych. Wysoki Sądzie, ona potrzebuje pomocy”.
Patricia prychnęła. „Nie znasz jej”.
Pułkownik Carter zignorował ją. Uniósł moją powiekę, ponownie sprawdził puls, a potem jego wyraz twarzy się zmienił.
„Zadzwoń pod numer 911” – powiedział.
Nikt nie działał wystarczająco szybko.
Jego głos rozbrzmiał na sali sądowej.
„ZADZWOŃ 911!”
Wszyscy zamarli.
Dopóki nie odezwał się sędzia Hanley.
CZĘŚĆ 2
Krzesło sędziego Hanleya zgrzytnęło z szorstką, polerowaną drewnianą podłogą. Ten dźwięk zdziałał to, czego nie dokonało ostrzeżenie pułkownika Cartera. Rozbił niedowierzanie sali sądowej.
„Komisarzu” – rozkazał sędzia – „wezwij natychmiast pogotowie. Proszę oczyścić przejście”.
Komornik, szeroki mężczyzna o nazwisku oficer Miller, sięgnął po radio. „Nagły przypadek medyczny w sali sądowej numer cztery. Potrzebujemy natychmiastowej pomocy medycznej”.
Uśmieszek Daniela w końcu zniknął, choć tylko do połowy. Wyglądał na zirytowanego, jakby moje ciało wybrało sobie nieodpowiedni moment, żeby go zdradzić.
Pułkownik Carter ostrożnie rozluźnił kołnierzyk mojej bluzki, nie przekraczając granicy godności. „Proszę pani, proszę zostać ze mną. Jak pani się nazywa?”
„Emily” – szepnąłem.