Notatkom Catherine, pochodzącym z kwietnia 1904 roku, towarzyszą słowa Louisy: „Byłam zamknięta w tym domu przez osiem miesięcy. Odebrał mi wszystko: wolność, godność, więzi rodzinne. Zdjęcie, które kazał mi zrobić w tej białej sukni, było najgorszym dniem w moim życiu. Chciał, żeby ludzie uwierzyli, że jestem jego żoną, że sama wybrałam tę drogę, ale ja chciałam zostawić na tym zdjęciu wiadomość. Poruszyłam palcami, jakbym sygnalizowała alarm, o którym czytałam w książce. Nie wiedziałam, czy ktoś to zobaczy, ale musiałam spróbować. Musiałam udowodnić, że nie poszłam tam z własnej woli”.
Dokumenty ujawniły, że Catherine pomagała Louise kontaktować się z rodziną za pomocą starannie zaszyfrowanych wiadomości, aby nie wzbudzać podejrzeń Whitfielda. W maju 1904 roku matka Louise, Martha, otrzymała list: „Matko, żyję. Nie mogę powiedzieć Ci, gdzie jestem, mogę jedynie powiedzieć, że jestem cała i zdrowa i wracam do zdrowia. Mężczyzna, który mnie trzymał, myśli, że nie żyję. Proszę, spraw, żeby w to uwierzył. To jedyny sposób, aby chronić Ciebie, mojego ojca, moich braci i moją siostrę. Napiszę do Ciebie tak szybko, jak to możliwe. Kocham Cię, Twoja córko”.
Marcus odnalazł brakujący element układanki w archiwach gazety z Atlanty z marca 1904 roku. Krótki artykuł donosił: „Śmiertelny pożar w domu Whitfielda. Władze poinformowały, że wczoraj wieczorem w domu znanego biznesmena Charlesa Whitfielda wybuchł tragiczny pożar. Służąca zginęła w płomieniach. Pan Whitfield stwierdził, że młoda czarnoskóra kobieta, której nazwiska nie podano, nieumyślnie wznieciła pożar w kuchni. Jej ciało było zbyt mocno poparzone, aby można je było zidentyfikować. Incydent ten uznaje się za tragiczny”.
Jednak „Atlanta Independent” opublikował starannie spreparowany artykuł przedstawiający inną wersję wydarzeń: „Źródła w społeczności czarnoskórej wskazują, że gospodyni, która podobno zginęła w niedawnym pożarze w Whitfield, w rzeczywistości uciekła kilka tygodni wcześniej. Kilku świadków twierdzi, że widziało młodą kobietę odpowiadającą jej rysopisowi, opuszczającą lokal w lutym. Pożar najwyraźniej został celowo podłożony, aby ukryć jej ucieczkę i zastraszyć potencjalnych świadków. Policja odmówiła wszczęcia śledztwa”.
Louisa uciekła, a Whitfield zatuszował sprawę, twierdząc, że zginęła w pożarze. Nie mógł przyznać się do jej ucieczki bez ujawnienia prawdy o jej niewoli. Musiał zachować pozory. Dlatego sfingował jej śmierć i kontynuował swoją pracę. Dla rodziny Johnsonów oznaczało to, że nigdy nie mogli publicznie ujawnić, że ich córka żyje, nie narażając jej na niebezpieczeństwo.
Rebecca i Marcus odkryli wieloletnią korespondencję między Marthą Johnson a Catherine Wells. Catherine pomogła Louisie zbudować nowe życie w Waszyngtonie. Pod fałszywym nazwiskiem pracowała jako krawcowa, a następnie uczyła się na pielęgniarkę. W 1908 roku wyszła za mąż za życzliwego mężczyznę o imieniu Edward, pracownika poczty. Mieli czworo dzieci, ale Louisa nigdy nie wróciła do Atlanty, a jej rodzice musieli sfingować swoją śmierć, aby ją chronić.
Marcus odkrył, że Louisa utrzymywała swoją historię w tajemnicy. W 1925 roku zeznawała przed komisją badającą przemoc rasową i wyzysk na Południu. Nie podała swojego prawdziwego imienia, ale opowiedziała swoją historię: „Miałam 19 lat, gdy biały mężczyzna odebrał mnie rodzinie i trzymał w niewoli przez osiem miesięcy. Mógł to zrobić, ponieważ prawo nie chroniło osób, które wyglądały jak ja. Wiedział, że nikt mi nie uwierzy, jeśli powiem. Wiedział, że moja rodzina nie miałaby siły, żeby mnie uratować. Ale przeżyłam. Chcę, żeby moja historia została spisana, aby pewnego dnia, kiedy świat będzie gotowy ją usłyszeć, ludzie dowiedzieli się, co stało się z kobietami takimi jak ja”.
Rebecca i Marcus spędzili sześć miesięcy na zbieraniu informacji, aby stworzyć kompleksowy dokument historyczny. Odnaleźli potomków Louisy w archiwach waszyngtońskich oraz jej prawnuczkę, Michelle Foster, doktor historii Afroamerykanów na Uniwersytecie Howarda. Kiedy Rebecca zadzwoniła, Michelle natychmiast i pewnie odpowiedziała: „Czekaliśmy, aż ktoś pozna tę historię”.