W cieniu Gór Blue Ridge w Wirginii, rodzinna tajemnica wstrząsnęła nawet najbardziej zatwardziałymi detektywami. W 1912 roku szeryf Thomas Compton odkrył mrożącą krew w żyłach prawdę, która przez ponad dziesięć lat pozostawała ukryta w hrabstwie Wise. Eliza Goins, wdowa i matriarcha, rządziła swoimi synami, Calebem, Josiahem i Benjaminem, z religijnym fanatyzmem i przekonała ich, że ich linia krwi została wybrana przez Boga. Aby zachować jej czystość, nakazała im się z nią ożenić. Prawda wyszła na jaw, gdy pod wędzarnią znaleziono szczątki niemowląt, dzieci z tych kazirodczych małżeństw. Jak to możliwe, że trwało to tak długo w tak zżytej społeczności? Co przerwało milczenie?
Jesienią 1898 roku hrabstwo Wise w Wirginii było miejscem, gdzie góry wznosiły się niczym mury naturalnej fortecy, gdzie pokłady węgla leżały głęboko pod wapiennymi grzbietami, a społeczności żyły w odizolowanych ośrodkach cywilizacji, oddzielonych kilometrami niegościnnej dziczy. Góry Blue Ridge stały tam od tysiącleci, a ich doliny i wąwozy tworzyły krajobraz tak surowy, że człowiek mógł w nim zniknąć i nigdy się nie odnaleźć.
Był to region górniczy, gdzie fortuny dorabiano i tracono w ciemnych tunelach pod ziemią, gdzie ludzie harowali dwanaście godzin dziennie za pensję ledwo wystarczającą na utrzymanie rodzin, a obietnica bogactw mineralnych przyciągała poszukiwaczy i spekulantów z całego wschodniego wybrzeża. Stolica hrabstwa znajdowała się dzień drogi konno od najbardziej oddalonych farm, a na rozległych terenach między osadami prawo często było tym, co człowiek mógł wyegzekwować własnymi rękami.
W jednej z tych odległych dolin, miejscu nazywanym przez miejscowych Wzgórzem Goin, rodzina zbudowała sobie życie z dala od spojrzeń sąsiadów. Rodzina Goinsów była niegdyś powszechnym widokiem w okolicy, niczym się nie wyróżniającym, poza reputacją ciężko pracujących górników. Sytuacja zmieniła się jednak w 1878 roku, gdy Samuel Goens, patriarcha rodziny, zginął w wypadku górniczym, w którym zawaliła się połowa szybu, a trzech innych mężczyzn straciło życie.
Jego wdowa, Eliza, została z trzema małymi synami, których musiała wychowywać samotnie. Przez pewien czas mieszkańcy wioski postrzegali ją jako surową kobietę w czarnej sukni, która trzymała synów blisko siebie i niewiele mówiła. Stopniowo jednak rodzina się wycofała. Chłopcy nie uczęszczali już do małej, jednoklasowej szkoły. Eliza przestała odwiedzać wiejski sklep. Myśliwi, którzy zbytnio zbliżyli się do rodzinnej posiadłości, relacjonowali, że spotykali ich dorośli synowie, teraz dwudziestoparoletni, którzy bez ogródek ostrzegali ich, by odeszli. Rodzina Goinsów zdawała się nie chcieć mieć nic wspólnego ze światem zewnętrznym, a świat zewnętrzny, przyzwyczajony do szanowania rodzinnej potrzeby prywatności, posłusznie się temu sprzeciwiał.
Pierwsze zaginięcie, które później powiązano z grzbietem, miało miejsce późnym latem 1898 roku. Geolog Martin Hayes został zatrudniony przez firmę węglową do mapowania potencjalnych miejsc wydobycia w zachodniej części hrabstwa. Był to człowiek metodyczny, kawaler z Richmond, który co tydzień pisał listy do siostry. Kiedy listy przestały docierać, a Hayes nie wrócił do pensjonatu, jego pracodawca rozpoczął dochodzenie. Właścicielka poinformowała, że Hayes powiedział, że zmierza w wysokie góry, na grzbiety, gdzie mieszkało niewielu ludzi. Przeprowadzono powierzchowne poszukiwania, ale teren był rozległy, a Hayes nie był typowym mieszkańcem tego regionu.